- Ally! - Usłyszała znajomy głos. Nie odwróciła się, była zbyt zamyślona. Usłyszała szybkie kroki, był to wręcz bieg. - Ally! - Nawoływanie dalej nie ustawało. Poczuła, że ktoś ją łapie za rękę i przysuwa do siebie. Lekko uniosła głowę i dostrzegła przerażoną twarz Austina. W jednej chwili przytuliła się do niego i zaczęła płakać.
- Czemu ten świat jest taki? - Wyszeptała próbując hamować łzy. Nic nie pomagało. Nadal jej oczy były mokre, a zafarbowane czarne łzy kapały w nieskończoność.
- Choć, wracamy. - Powiedział i zapłakaną brunetkę.
~*~
- A teraz opowiedz mi wszystko po kolei jak to było. - Powiedział blondyn sadzając Ally na swoim łóżku. Dziewczyna westchnęła, wydmuchała nos w chusteczkę i zaczęła opowiadać.
- Byłam w szkole i jak wracałam to zobaczyłam jak Alex rozmawia z jakimś kolesiem. - Powiedziała łamiącym się głosem. - I to był jej brat.
- I...? - Przerwał jej. - Przecież rodzeństwo ze sobą może chyba rozmawiać.
- Niby tak, ale oni mówili, że chcą wkopać Kirę ze szkolnego królestwa, a ja będę następna w kolejce. - Westchnęła i położyła się. - Ja tu zostaję. Powiesz innym, że... - Zaczęła się namyślać. - Przejechała po mnie kareta!
- Ally, karety nie jeżdżą w Miami.
- Nie ważne... I tak tam nie idę. Wymyślisz coś jutro w drodze.
- Jasne. - Wstał z krzesła i usiadł obok niej. - I co teraz zrobisz? - Spytał. Brunetka popatrzyła na niego niewyraźnym wzrokiem.
- Zawsze mnie o to pytasz, a ja zawsze nigdy nie znam na to odpowiedzi. Pomóż mi. - Wstała i usiadła obok niego. - Ty zawsze wiesz, co trzeba zrobić.
- Zaskoczę cię. Nie mam tym razem żadnego planu. - Spojrzał przed siebie. - Ale nie martw się. Na pewno nie zostawię cię z tym samej.
- Dziękuję. - Powiedziała i położyła głowę na jego ramieniu. Przez kilka chwil tkwili w ciszy, ale w takiej dobrej ciszy, takiej, która była teraz najlepszym rozwiązaniem. - Pójdę już.
- Jasne... Do oceanu. - Zażartował.
- Nie podsuwaj mi idiotycznych pomysłów!
- Czyli już zrozumiałaś, że rzucenie się z mola było idiotyczne.
- Jestem dziewczyną. Nigdy się nie zastanawiam. - Zaśmiała się. Spojrzeli sobie w oczy. Były one takie duże. Ich źrenice były jak spodki. Wyglądali, jakby byli na narkotykach. Faktycznie. Na najlepszym narkotyku na świecie - przyjaźni. - Zagrasz mi tą piosenkę jeszcze raz? - Powiedziała szybko się podrywając.
- Jasne. - Odpowiedział wstając. - O ile ty będziesz tu obok.
- Okej... - Usiadła obok niego. Nacisnęli razem kilka klawiszy z których rozbrzmiała niesamowita muzyka. On zaczął śpiewać, później ona i tak oto właśnie przyjemnie spędzili ze sobą resztę wieczoru.
- Byłam w szkole i jak wracałam to zobaczyłam jak Alex rozmawia z jakimś kolesiem. - Powiedziała łamiącym się głosem. - I to był jej brat.
- I...? - Przerwał jej. - Przecież rodzeństwo ze sobą może chyba rozmawiać.
- Niby tak, ale oni mówili, że chcą wkopać Kirę ze szkolnego królestwa, a ja będę następna w kolejce. - Westchnęła i położyła się. - Ja tu zostaję. Powiesz innym, że... - Zaczęła się namyślać. - Przejechała po mnie kareta!
- Ally, karety nie jeżdżą w Miami.
- Nie ważne... I tak tam nie idę. Wymyślisz coś jutro w drodze.
- Jasne. - Wstał z krzesła i usiadł obok niej. - I co teraz zrobisz? - Spytał. Brunetka popatrzyła na niego niewyraźnym wzrokiem.
- Zawsze mnie o to pytasz, a ja zawsze nigdy nie znam na to odpowiedzi. Pomóż mi. - Wstała i usiadła obok niego. - Ty zawsze wiesz, co trzeba zrobić.
- Zaskoczę cię. Nie mam tym razem żadnego planu. - Spojrzał przed siebie. - Ale nie martw się. Na pewno nie zostawię cię z tym samej.
- Dziękuję. - Powiedziała i położyła głowę na jego ramieniu. Przez kilka chwil tkwili w ciszy, ale w takiej dobrej ciszy, takiej, która była teraz najlepszym rozwiązaniem. - Pójdę już.
- Jasne... Do oceanu. - Zażartował.
- Nie podsuwaj mi idiotycznych pomysłów!
- Czyli już zrozumiałaś, że rzucenie się z mola było idiotyczne.
- Jestem dziewczyną. Nigdy się nie zastanawiam. - Zaśmiała się. Spojrzeli sobie w oczy. Były one takie duże. Ich źrenice były jak spodki. Wyglądali, jakby byli na narkotykach. Faktycznie. Na najlepszym narkotyku na świecie - przyjaźni. - Zagrasz mi tą piosenkę jeszcze raz? - Powiedziała szybko się podrywając.
- Jasne. - Odpowiedział wstając. - O ile ty będziesz tu obok.
- Okej... - Usiadła obok niego. Nacisnęli razem kilka klawiszy z których rozbrzmiała niesamowita muzyka. On zaczął śpiewać, później ona i tak oto właśnie przyjemnie spędzili ze sobą resztę wieczoru.
~*~
(Następnego dnia)
Do pokoju Austina zakradła się Sarah. Zobaczyła zabawny obrazek. Blondyna śpiącego na pianinie i opartą o jego plecy Ally. Byli na serio wykończeni. Nie wypadało im przeszkadzać i budzić ich, ale kim jest siostra jak nie podstępna mendą. Podeszła do perkusji stojącej obok i zaczęła uderzać pałeczkami w przypadkowo napotkane bębny. Dwójka zaspanych przyjaciół przerażona obudziła się, a Ally która dotychczas leżała na chłopaku wywróciła się na stołku, leżąc z nogami w górze.
- Pobudka! Do szkoły trzeba iść. - Krzyknęła roześmiana.
- Jeszcze pięć minut mamo. - Mruknęła Ally.
- Słonko, mam zadzwonić po mamę?
- Że co? - Spytała zbita z tropu. - O, hej Sarah. - Powiedziała machając. - Sarah? Co ja tu robię? - Rozejrzała się dookoła. - Austin. - Trąciła chłopaka swoją nogą. - Wstawaj, mamy iść do szkoły.
- Nie dawaj mu mojego magicznego pyłku, bo tęcza znów schowa się do magicznego garnuszka i już nigdy nie przyjdą do nas jednorożce. - Wymruczał przez sen. Dziewczyny popatrzyły się na niego jak na kompletnego oszołoma. Nic dziwnego, chłopak, któremu śni się jednorożec? To nie jest normalne...
~*~
- Jakiego koloru był ten jednorożec? - Spytała się Ally. Właśnie szli do szkoły.
- Jaki jednorożec?
- No ten z twojego snu. - Odpowiedziała, jakby to było oczywiste.
- Nie śnił mi się żaden kucyk. - Zaprzeczył blondyn
- Jasne...
- I co ty teraz wymyślisz?
- Nie wiem. Chyba się wycofam. Ucieknę jak przestraszona trusia.
- Dobrze robisz.
- Z czym? Z tą trusią?
- Tak, czasem ucieczka to najlepsze rozwiązanie.
- Lub najgorsze, ale nie będę teraz myśleć. Jestem w szkole. - Uśmiechnęła się i pobiegła przed siebie. Dokładnie wiedziała co ma robić.
~*~
Weszła do szkoły i rozejrzała się dookoła. Zobaczyła niedaleko stojącą Alex. Nie chciała z nią rozmawiać. Nie miała o czym. Skręciła do stołówki. Obok niej jest sala, za którą pan Starr zapłacił, aby Kira wraz ze znajomymi mogła spędzać tam przerwy. Okna tam były zasłonięte różową bibułą, a dookoła walały się miśki, książki i inne różowo - fioletowe bibeloty. Można było to nazwać dużą szafką Kiry. Taką, do której wstęp mieli tylko nieliczni. Ally weszła do środka. Był to być może ostatni raz, gdy tu otwierała drzwi. W środku siedziała uśmiechnięta czarnowłosa, która była w środku malowania przez Dakotę.
- Allys! - Powiedziała zaskoczona. - Co się stało z tobą? Siadaj. Zaraz coś dla ciebie znajdziemy. - Co było przyczyną tej reakcji? Brak natapirowanych włosów, tapety grubości słownika i (specjalnie) podartych rajstop. Brunetka wyglądała tak... Normalnie!
- Nie... Jest wszystko w porządku. Kira, chciałam ci coś powiedzieć.
- Jasne. Ale od razu ci mówię, że te włosy są zbyt oklapnięte. Nie masz szans u żadnego z nimi.
- Co? Nie. Chodziło mi o naszą "przyjaźń". - Usiała obok niej. - Nie jestem tu bez przyczyny. Gdy tu przyszłam słyszałam, że jesteś okropną dziewczyną i niszczysz reputację każdego, kogo spotkasz na drodze. Później poznałam Alex i razem stworzyłyśmy plan pogrążenia ciebie. Chodziło w nim o to, że miałam się z tobą zaprzyjaźnić, a potem cię pokonać. Fajnie, co? Jednak zrozumiałam, że to nie ty jesteś zła, a ona. Przepraszam cię i pamiętaj, że nie chciałam tego. Jeśli nie chcesz mnie więcej widzieć na oczy to... - Wstała. - Ja już pójdę. W razie czego odezwij się. - Otworzyła drzwi i szybko przez nie uciekła. Przed nimi stała Alex, która była zaniepokojona tą sytuacją.
- Ally, wszystko w porządku? Dlaczego nie masz na sobie ubrań, które kazałam ci założyć? - Od pierwszej chwili zadawała jej mnóstwo pytań.
- Bo nie chcę już być wykorzystywana.
- O czym ty mówisz? Przecież to był nasz wspólny plan
- Nasz, czy twój i Justina?
- Co? - Spytała zdziwiona.
- Po co jeszcze grasz? Nie mnie już lepiej nie licz, a o Kirze nawet nie myśl. Okazuje się, że role odwróciły się co? Ludzie zaczynają dostrzegać ciebie taką, jaką jesteś. A wiesz jaką?
- Nie..
- Złą, okrutną i zarozumiałą. A teraz idź być fałszywą gdzie indziej. - Dodała. Jeszcze chyba nigdy nie była aż tak pewna siebie, jak w tej chwili.
- Ale Ally...
- Idź! - Dodała ze złością. W tej chwili lepiej było z nią w tej chwili nie zadzierać. Russo szybko usunęła się z jej pola widzenia. - Wow, ale jestem zła. Kto jest zołza? To Ally jest zołzą! - Zaczęła tańczyć i śmiać się na środku korytarza. Całe szczęście, że był on pusty.
~*~
No witam! Kto tęsknił? Kto?
1.Przepraszam, że tak długo mnie nie było, ale musiałam sobie wszystko poukładać, aby tak samo poukładać życie Ally.
2. Jeśli chodzi o drugiego bloga, to na razie chyba dam sobie z nim spokój. Muszę najpierw skończyć tą historię.
3. Cieszę się, że wiele z was czyta moje dopiski. Jestem z was taka dumna!
4. Kojarzy ktoś stronę Słodkiflirt.pl? Ma ktoś konto? Chętnie bym z tym ktosiem założyła Opowiadanie Grupowe. Najchętniej o Auslly. Chętni niech tutaj piszą w komentarzach lub tarabanią na moje konto - HariettaAnne. Będzie mi miło.
5. Następny rozdział pojawi się pewnie za tydzień. Dojdzie do nas nowy bohater. I żeby było jasne. On nie będzie wam rozwalał Auslly. Na razie...
A co tam słychać u was? Piszcie śmiało. :)
Pozdrawiam!
Harietta.
(Co do obrazka - wiem, że to blog o Auslly, a nie o R5, ale się zakochałam w tym rysunku xD)