~Ally~
Od razu ostrzegam, że ten dzień nie był i chyba nigdy nie mógłby być normalny...
Pożegnanie z Trish, jazda taksówką przez most, potem to okropne lotnisko i SAMOLOT, a na koniec ten dom...
Co ja innym takiego zrobiłam, że wszystko mi niszczy życie?!
~Narrator~
Przez szybę samochodu Ally ostatni raz spojrzała na swój już dawny dom. Z jej oczu popłynęło kilka łez. Nie chciała płakać. Wolała pokazać, że w tej sytuacji umie być silna, jednak smutek wziął górę. Siedziała przy niej osoba, która umiała czytać w jej myślach.
- Allisia, spokojnie. Będzie dobrze. - Uśmiechnęła się Penny szepcząc do ucha dziewczyny.
- A skąd wiesz? - Spytała ocierając łzy.
- Bo wiem, że jesteś fantastyczną dziewczyną. I na pewno szybko się zaklimatujesz.
- Kto wie? - Ally nie dawała za wygraną. - A co jeśli nikt mnie nie polubi?
- Zmyślasz. - Powiedziała kobieta patrząc za okno. - Widzisz te kropelki wody? - Mówiła wskazując na okno. Pani Dawson była dziecięcym psychologiem. Dziwne, że nie potrafiła poradzić sobie jedynie z własną córką. Podobno, Ally ma charakter po jej ojcu i przez to nie umie dojść do ładu z matką. - Są same. Czasem się łączą, a czasem rozdzielają. Jednak zawsze mogą się znowu połączyć. Żadna nigdy nie zostaje sama. Ty jesteś taką kropelką i nie pozwolę, żebyś została na lodzie...
Dwie panie zajechały na lotnisko. Był to duży budynek, jednak z zewnątrz wyglądał jak galeria handlowa.
- Gdzie my jesteśmy? - Spytała Ally wysiadając z samolotu.
- Na lotnisku. - Jej matka odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.
- Na lotnis... Co?! - Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom. - Ty chyba chcesz mnie zabić... - Mruknęła i niechętnie weszła do budynku.
Odprawa przeszła dobrze. Bez zbędnych zdarzeń. Na (nie)szczęście Ally nadrobiła to w samolocie.
Brunetka siedziała z kolanami pod brodą, przytulona do trzech pluszowych misi.
- Nigdy w życiu nie miałam kotka, ani pieska! - Krzyczała na całe gardło.
- Allyson! - Karciła ją Penny. - Zachowuj się.
- Czy ty tego nie rozumiesz? My tu umrzemy! - Jej serce co sekundę przyśpieszało. - Samolot zleci na dół, uderzy w jakiś słup i nas zabije! - Jej krzyki nie ustępowały. - Nie chcę umierać! - Nagle zaczęły występować drobne turbulencje, wywołało to panikę u dziewczyny. - Boże! My umrzemy!
Tak właśnie wyglądała cała podróż z Allys. Po godzinie pasażerowie już przyzwyczaili się do jej wrzasków. O dziwo szczęśliwie wylądowali w Stanach i do domu zawiozła je taksówka. Dobrze, że dziewczyna nie boi się asfaltu... (od aut. - Nw czemu, ale to brzmi dziwnie... xD)
- A gdzie jest mój dom? - Spytała Ally, gdy dojechały na miejsce. Odwróciły się i dziewczyna zobaczyła ich dom. - Dobra, gdzie tu jest ukryta kamera?
Niski domek bardziej przypominał chatkę pustelnika, niż rodzinną willę, o której Allyson zawsze marzyła. Jej emocje trochę opadły, gdy weszły do środka.
- Niech no ci będzie... - Powiedziała oglądając. - Może być.
W tym momencie rozległ się dzwonek telefonu. Należał on do Penny. Starsza Dawson zniknęła chwilę za drzwiami coś mówiąc po chińsku. Ally nie mogła pojąć jednego - "Czemu w Stanach ona mówi po chińsku?!". Ale w końcu uznała, że do nigdy tego nie dojdzie i cierpliwie czekała na swoją matkę.
- Allisia, - Zaczęła wychodząc zza drzwi. - Muszę jechać. Tu masz klucze, numer domu, mój telefon służbowy i plan miasta. - Powiedziała czterdziestolatka podsuwając dziewczynie "niezbędnik" pod nos. - Jednak lepiej, gdybyś nigdzie teraz nie wychodziła i się wypakowała. - Kobieta pocałowała córkę i rzuciła krótkie "pa" wychodząc.
Allys została sama w domu. Spojrzała za okno. Wyglądało na to, że może już na dobre pożegnać się z londyńską parasolką. W Miami codziennie świeci słońce. Następne na co spojrzała to starta walizek, które miała za zadanie rozpakować.
- Witaj w domu Ally. - Powiedziała siadając na jednej z toreb. Wyglądało na to, że właśnie zaczyna nowy rozdział w życiu. Szkoda, że rozpoczyna go wypakowaniem sterty skarpetek...
- Allisia, spokojnie. Będzie dobrze. - Uśmiechnęła się Penny szepcząc do ucha dziewczyny.
- A skąd wiesz? - Spytała ocierając łzy.
- Bo wiem, że jesteś fantastyczną dziewczyną. I na pewno szybko się zaklimatujesz.
- Kto wie? - Ally nie dawała za wygraną. - A co jeśli nikt mnie nie polubi?
- Zmyślasz. - Powiedziała kobieta patrząc za okno. - Widzisz te kropelki wody? - Mówiła wskazując na okno. Pani Dawson była dziecięcym psychologiem. Dziwne, że nie potrafiła poradzić sobie jedynie z własną córką. Podobno, Ally ma charakter po jej ojcu i przez to nie umie dojść do ładu z matką. - Są same. Czasem się łączą, a czasem rozdzielają. Jednak zawsze mogą się znowu połączyć. Żadna nigdy nie zostaje sama. Ty jesteś taką kropelką i nie pozwolę, żebyś została na lodzie...
Dwie panie zajechały na lotnisko. Był to duży budynek, jednak z zewnątrz wyglądał jak galeria handlowa.
- Gdzie my jesteśmy? - Spytała Ally wysiadając z samolotu.
- Na lotnisku. - Jej matka odpowiedziała jak gdyby nigdy nic.
- Na lotnis... Co?! - Dziewczyna nie wierzyła własnym uszom. - Ty chyba chcesz mnie zabić... - Mruknęła i niechętnie weszła do budynku.
Odprawa przeszła dobrze. Bez zbędnych zdarzeń. Na (nie)szczęście Ally nadrobiła to w samolocie.
Brunetka siedziała z kolanami pod brodą, przytulona do trzech pluszowych misi.
- Nigdy w życiu nie miałam kotka, ani pieska! - Krzyczała na całe gardło.
- Allyson! - Karciła ją Penny. - Zachowuj się.
- Czy ty tego nie rozumiesz? My tu umrzemy! - Jej serce co sekundę przyśpieszało. - Samolot zleci na dół, uderzy w jakiś słup i nas zabije! - Jej krzyki nie ustępowały. - Nie chcę umierać! - Nagle zaczęły występować drobne turbulencje, wywołało to panikę u dziewczyny. - Boże! My umrzemy!
Tak właśnie wyglądała cała podróż z Allys. Po godzinie pasażerowie już przyzwyczaili się do jej wrzasków. O dziwo szczęśliwie wylądowali w Stanach i do domu zawiozła je taksówka. Dobrze, że dziewczyna nie boi się asfaltu... (od aut. - Nw czemu, ale to brzmi dziwnie... xD)
- A gdzie jest mój dom? - Spytała Ally, gdy dojechały na miejsce. Odwróciły się i dziewczyna zobaczyła ich dom. - Dobra, gdzie tu jest ukryta kamera?
Niski domek bardziej przypominał chatkę pustelnika, niż rodzinną willę, o której Allyson zawsze marzyła. Jej emocje trochę opadły, gdy weszły do środka.
- Niech no ci będzie... - Powiedziała oglądając. - Może być.
W tym momencie rozległ się dzwonek telefonu. Należał on do Penny. Starsza Dawson zniknęła chwilę za drzwiami coś mówiąc po chińsku. Ally nie mogła pojąć jednego - "Czemu w Stanach ona mówi po chińsku?!". Ale w końcu uznała, że do nigdy tego nie dojdzie i cierpliwie czekała na swoją matkę.
- Allisia, - Zaczęła wychodząc zza drzwi. - Muszę jechać. Tu masz klucze, numer domu, mój telefon służbowy i plan miasta. - Powiedziała czterdziestolatka podsuwając dziewczynie "niezbędnik" pod nos. - Jednak lepiej, gdybyś nigdzie teraz nie wychodziła i się wypakowała. - Kobieta pocałowała córkę i rzuciła krótkie "pa" wychodząc.
Allys została sama w domu. Spojrzała za okno. Wyglądało na to, że może już na dobre pożegnać się z londyńską parasolką. W Miami codziennie świeci słońce. Następne na co spojrzała to starta walizek, które miała za zadanie rozpakować.
- Witaj w domu Ally. - Powiedziała siadając na jednej z toreb. Wyglądało na to, że właśnie zaczyna nowy rozdział w życiu. Szkoda, że rozpoczyna go wypakowaniem sterty skarpetek...
~*~
Jesst! Działa blogger. Przez ostatnie 2 godziny był tzw. Error. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić...
Skończyłam! (brawa, brawa, brawa...)
Skończyłam! (brawa, brawa, brawa...)
I przebiegłam mój maraton! (Nie)skromnie się pochwalę, że za napisany przeze mnie scenariusz grupa dostała sześć. (Kto tu rządzi, kto tu rządzi? Ja tu rządzę!!!)
Dzięki temu dostajecie rozdział już dziś. Nie jest za krótki?
Dziękuję za ostatnie komentarze. Miło czytać, że wam się podoba. (Dzięki temu jest szybciej pisany rozdział)
Dziękuję za ostatnie komentarze. Miło czytać, że wam się podoba. (Dzięki temu jest szybciej pisany rozdział)
A teraz uwaga, uwaga...
Są ferie, ferie, ferie, ferie, !
A teraz sprawy organizacyjne:
Mam ferie, więc rozdział (lub rozdziały) będzie. Jednak jeszcze nie wiem kiedy. Kto jest nołlajfem i się jemu nudzi prosz... Zaglądajcie codziennie :)
Ja jeszcze mam Zemstę do przeczytania, na kartkówkę się nauczyć i tonę pracy domowej odrobić. Jakby ktoś się pytał to tak wyglądają ferie gimbusiary Hariettki ;3
Czy wy też tak macie, że jak w dopiskach zaczniecie coś pisać to skończyć nie możecie? -.-'
Pozdrawiam!
Hariettka <3
Ps. Co by tu wam wstawić... Hem, hem, hem.
Może być? ^.^
Kto wie... może kiedyś coś sama dla was zaśpiewam? (Ale to już tylko wtedy, gdy będziecie na serio niegrzeczni. No co? Jakaś kara musi być ;P)